A CO TAM, HEJBNELI MY SIĘ NA BLAŁKE DO PŁOZNANIA!

 

Wzieli my wszystkie lumpy i do kupy żeśmy się zebrali, żeby 17 października 2018 do płoznańskich bambrów na pogaduchy wpaść. Ale tam to nie bambrejewo! Bimba za bimbą i szczuny w bindkach. Wszyscy akuratni i na fleku.
My z Cierpingów tyż bejmy pobrali. W kluke nie wiało, giry suche w papciach, klara dawała po kalafie. Fifna impra. Akuratnie. Rechlali my się, kiedy bonbony u Wedla chapsnęli. Ejbrów i gamuł nie wzieli my ze sobą. Gemyli gzuby nie porobiły. Fyrać nie myślały.
Przy połydniu gapili my się na tryki. Rug cug my wpałaszowali takie niby plyndze z mięchem. Przy ryczkach w tej knajpie ,,Gramofon” było rychtyg, smaka mieli, nie żeby niudy, ino wiaruchna niby ganc famuła.
Na szage my poszli kędy uślumprany, ale fifny kuchcik takie rogale upitrasił, a my je wtranżolili. Dwa gzuby w tytce taśtały cosik niby juże od Świyntygo Marcina.
Szczuny i mele w dryndzie garowały, kiedy na Gniezno my szli. Szkieły nie szpycowały.
Żadno z nas nie była heksa, nie blubrała, nie brynczała. Można rajzować jeszcze kiedy, bo poruty nie było. Gzub jeden (Monika Miczyńska – tekst oryginalny) tak nabazgrolił o naszym fifnym fyrnięciu z budy:

,,Na wycieczkę pojechaliśmy do Poznania. W Poznaniu byliśmy ok. godz. 9:30. Pierwszym miejscem, do którego poszliśmy, był labirynt gwary ,,Blubry w 6D”. Razem z nami pojechały jeszcze trzy klasy, dlatego nie mogliśmy wejść wszyscy, wiec najpierw weszła nasza klasa. Kiedy tam weszliśmy, pani dała nam specjalne okulary, bo bez nich byśmy nie widzieli w 6D.
Było tam ciemno, ale były kolorowe rysunki i napisy na ścianach. Weszliśmy do drugiego pokoju i tam był krasnal, który spał i musieliśmy być cicho, żeby go nie obudzić. Poszliśmy do kolejnych pomieszczeń, gdzie opowiadano poznańskie legendy. W jednym pokoju była lalka babci, która sprzedawała rogale, a w kolejnym pokoju była pani, która mówiła nam o gwarze poznańskiej. Widziałam także lalkę dziadka, który spał w fotelu. Za panią stały drewniane koziołki, które się stykały.
Kiedy wyszliśmy z tego budynku, poszliśmy do Wedla na lody i czekoladki. Gdy wszyscy zjedli, poszliśmy kupić pamiątki. Ja kupiłam szkatułkę i figurkę koziołków. Potem zwiedzaliśmy Stary Rynek. Były tam trzy fontanny i kilka posągów. Weszliśmy na Wzgórze Przemysława. O godzinie 12 byliśmy gotowi obejrzeć koziołki na ratuszu. Siedzieliśmy w słońcu na środku rynku. Potem poszliśmy na obiad, ale tym razem pierwsza jadła klasa 4c i połowa klasy 4a, a my zajrzeliśmy do kościoła farnego się pomodlić. Jak wyszliśmy z kościoła, to usiedliśmy na śmiesznych kozłach z rogami i zrobiliśmy dużo zdjęć.
Na obiad były dwa naleśniki z mięsem, ketchupem i do tego sok. Obiad był bardzo dobry. Następnie poszliśmy robić rogale. Było tam fajnie. Mieliśmy czapki wysokie. Pan z wąsem ciął rogale szablą i mówił, że palce spadają do wiadra. Zobaczyliśmy, jak się robi poznańskie rogale. Pan powiedział, że mamy zgadnąć, ile waży prawdziwy marciński rogal. Dwie osoby zgadły, że 250 gramów i dostały prawdziwego rogala. Wszystkie dzieci też dostały rogale do zjedzenia, ale po połowie. Na koniec pan pokazał nam na filmie legendę o rogalach. Kiedy skończył się film, podziękowaliśmy panom za pokazanie wszystkiego. Poszliśmy do autokaru. Z Poznania wyjeżdżaliśmy o godz. 15, a w Gnieźnie byliśmy ok. 16. Na wycieczce było bardzo fajnie. Wszystko mi się podobało, a najbardziej labirynt ,,Blubry 6D”.

,,Żadno z nas nie była heksa, nie blubrała, nie brynczała” oznacza, że takie fifne wycieczki robią panie w składzie: Karolina Potocka – kierowniczka i pomysłodawczyni, wychowawczyni klasy 4b, Lucyna Lutomska – Wiśniewska – mediatorka, opiekunka, wychowawczyni 4a, Agnieszka Skrzypczak – analityczka, opiekunka, wychowawczyni 4c.

« 1 z 7 »